sobota, 7 listopada 2015

Rozdział 1

Ciemność nastała w ciągu kilku minut,  niebo ubrało suknię gwiazd,  księżyc był dziś w pełni,  lecz przed oczyma Nico miał stertę patyków ułożonych w ognisko,  w ręku trzymał dopiero co oderwany kawałek kory brzozy.
- ignis- szepnął,  z jego palców buchnął mały płomień który podpalił ognisko wypełnione ową korą. Odsunął się po czym szepnął znowu
- nön- wszytko dookoła zapaliło się,  ognisko zaploneło tańczącymi płomieniami,  a trawa dookoła zgasła. Zabójca położył się i zasnął.  Był to zamek w forcie lenna na smoczej wyspie,  przed nim rozciągał się długi stół pełen jedzenia,  ozdobiony obrusami we forlijskie wzory przedstawiające czczenie wielkiego smoka Ponqena stwórcę magii i świata. Na końcu stołu siedział wysoki mężczyzna w fioletowo-czarnym odzieniu. Jego twarz pokrywały blizny które były pamiątkami po licznych walkach,  włosy jak i brwii miał ciemno brązowe, a oko niebieskie drugie było przykryte czarną klapką o ile można powiedzieć drugie...  W koncu nic tam nie było,  nic oprócz blizny po Schenderskim ostrzu. Był to Sahael mistrz zabójców,  nasz mentor.
- Och !  Nico, usiądź proszę - powiedział wskazując na drewniane stare krzesło. Chłopiec odsunął krzesło i usiadł na nim i popatrzył się w stronę mężczyzny.
- Wzywałeś mnie mistrzu? -  spytał cicho
- Muszę cię zasmucić chłopcze...  Widzisz w życiu każdego człowieka przychodzi taki czas gdy odchodzą nam bliscy,  niektórzy odchodzą gdy są starzy i nie mają siły wstać z łóżka...  A niektórzy szybko...  Podczas walki. Widzisz jest mi przykro iż muszę cię poinformować iż twój ojciec,  mój przyjaciel Liam umarł...- to działo się szybko,  Nico upadł na twardą marmurową podłogę,  chciałby wtedy już nigdy nie wstawać, umrzeć szybko bowiem właśnie wtedy został sierotą. Następnie obudził się w szpitalu na północy fortu.
-Nico nie jesteś sam zawsze cię wspomogę- powiedział łagodnie przekonująco,  nagle sen się urwał,  ognisko już wygasło wyczulony słuch 16 latka(już) pozwolił mu doslyszeć ciche szelesty,  zza drzew wylonili się dwaj strażnicy.  Miecze mieli wyciągnięte,  spodziewali się chłopca w miejscu gdzie przed chwilą spał,  lecz ten wyłonił się zza drzewa wbijając sztylet w gardło pierwszego sttarznika oraz wystrzeliwując ostrze w gardło drugiego. Nico szybko chwycił torbę,  wsiadł na konia i odgalopował na wschód.

2 komentarze:

  1. Jest dobrze. Zarówno prolog jak i pierwszy rozdział zachęcający, jednak trochę bardziej mógłbyś to opisywać. + Popracuj nad przecinkami, ponieważ w kilku miejscach ich brakuje xd
    Prócz tego naprawdę ciekawie się zapowiada i masz u mnie obs xd
    Nw, czy sę zainteresujesz, ale jak coś zapraszam do siebie xd
    http://powiew-ognia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń