sobota, 7 listopada 2015

Rozdział 1 cz. II

***********
Było południe,  słońce świeciło na bezchmurnym niebie, było gorąco,  koń poddał się i stanął. Ale musiał się spieszyć przewoził przecież ważny ladunek. Przed nim rozciagała się wielka ruina,  spalone budynki,  osmalone drogi. Polana na której znajdowała się ruina była wielka. Nico przywiazał konia do drzewa, i ruszył w stronę najwiekszego ze zniszczonych zabudowań. Po drodze mijał kilka kraterów i oddalonych od nich kilka metrów wielkich kamieni katapultowych. Na miejscu dostrzegł kilku strażników.
-Co oni tu robią? - spytał sam siebie w myślach. Nagle coś uderzyło go z dużą siłą w tył głowy,  chłopak stracił przytomność. Sen zaczął się na sali treningowej gdzie ćwiczyli na kukłach, wszyscy atakowali z impetem wirując w piruetach i przebijając słabe elementy pancerza,  Nico też to robił tyle że z gniewem. Piruet, dźgnięcie, odskok i ignis, adeptom niezbyt wychodziło zaklęcie więc skupiali się na atakach, Nico zaś był w tym dobry kumulował magiczną energię w dłoni i strzelał kulami ognia które rozprzestrzeniały się po zbroji kukły,  wszyscy patrzyli się na chłopca z zazdrością w oczach. Mieszkał już u swojego niegdyś mentora teraz wujka,  po udanym treningu wrócił do fortu i udał się do pięknego staro forlijskiego pałacu, wszedł do środka,  poszedł schodami w górę, poszedł prosto długim korytarzem i skręcił w 8 drzwi od prawej,  otworzył kluczem ktory chwilkę wcześniej wyciągnął z kieszeni odzienia. Jego komnata była duża,  miała kolor fioletowy wszystko,  zasłony,  firany,  a nawet dywany. Nico podszedł do okna,  otworzył je jednym ruchem ręki i wydział oglądając tereny smoczej wyspy.
Otworzył oczy zobaczył drewniane ściany wokół,  usłyszał też kopyta koni. Był w powozie, na rękach miał żelazne kajdany z łańcuchem przykutym na podłodze. Jego torba z ładunkiem i ekwipunek były poza zasięgiem jego dość długich dłoni. Ale na szkoleniu nauczono go jak wydostać się nawet z takich sytuacji.
-Dreé- szepnął,  a fala energii rozwaliła tajemny schowek na klucze,  był on tam gdyż gdyby komuś udało się wyswobodzić z kajdan,  pokonać eskortę,  a nastepnie ją zamknąć ci kogli by z łatwością się uwolnić i złapać uciekiniera,  nie przewidzieli jednak że ktoś z zewnatrz się o tym dowie i sprzeda tę informację. Powóz nagle stanął byli na miejscu. Nico szybko chwycił owe klucze i schował w pięści. Drzwi powozu utworzyły się do środka wpadło światło i zaczęło ziać spustoszenie.  Gdy oczy przyzwyczaiły się do światła dwóch strażników chwyciło go i odpięło od powozu,  Nico powoli otwierał kajdany, gdy strażnicy pospieszali go aby szedł szybciej. Otworzył je lecz czekał na odpowiedni moment. Został zaprowadzony do dość ładnego budynku najprawdopodobniej należącego do sołtysa lub kogoś ważnego. Zabójca został zaprowadzony przed oblicze owej postaci. Była to ładna kobieta o blond włosach miala około 25 lat.
-Witaj Nicolasie- powiedziała chłodno,  po czym dodała
- Co przewozisz?- Spytała po czym chwyciła torbę którą po chwili otworzyła. 
-Widzę że ktoś ze szlachty bardzo chciał byś to gdzieś zawiózł -  powiedziała wskazując na naszyjnik z brylantami
- Gówno cię to obchodzi - odpowiedział Nico,  po chwili strażnikowi upadła klinga. To był ten moment. Nico zrzucił kajdany, chwycił klingę, podciął strażników poczym dobił ich wbijając im w serca sztylety z pochw przy ich pasach. Podbiegł do kobiety,  wyrwał jej torbę,  chwycił miecze i resztę ekwipunku poczym zaczął biec w stronę okna. Przebił się przez nie i zgrabnie wylądował na powozie więziennym,  konie wystaszone ruszyły kusem alejkami Shulde miasteczka rzemieślniczego.  Zabójca założył kaptur i usiadł za wodzami... Cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz