wtorek, 10 listopada 2015

Rozdział 2 cz. II

**********
Słońce powoli wychodziło,  dzień nastawał coraz szybciej. Nico obudził się,  dawno się tak nie wyspał. Podniósł się z łóżka i popatrzył na piękną kobietę. Chłopak poszedł do kuchni i przygotował jajecznicę. Po godzinie dziewczyna obudziła się,  przed nosem miała jedzenie. Zjadła je szybko i poszła na balkon pooglądać okolice. Nico szybko do niej dołączył,  ta niezwracała na to uwagi.
- Cześć- powiedział chłopak
- Witaj -  powiedziała nieodrywając oczu od krajobrazu.
- Dziękuję - dodała,  po czym odwróciła się. Miała piękne błękitne oczy,  skórę gładką niczym forlijska klinga, włosy pod słońce były niczym szczere złoto. Chłopak po chwili stwierdził że dziewczyna jest piekniejsza niż w jego snach.
- Dziękuję - powiedziała odwracając się.
- Nie trzeba -  stwierdził z uśmiechem na twarzy.
- Jestem Nico- przedstawił się chłopak
- Ja Meary- powiedziała jakby myślała o czymś innym.

Było południe,  a jak w większość letnich popołudni świeciło słońce,  a temperatura sięgała 40°C.
- Czym się zajmujesz -  spytał po kilku minutach
- Jestem wyrocznią- odpowiedziała skromnie
- A możesz mi coś przepowiedzieć?- spytał z zachwytem
- Spróbuję- dziewczyna dotknęła jego czoła. Chłopak poczuł jej delikatny dotyk,  po czym jakby przebijał się przez wspomnienia...  Dotarł nad wschodni Schender, widok był z lotu ptaka, Rzeź na wyspie Kollag,  zamrożone miasto. Niczym z opowieści o jego ojcu,  o tym jak sam pokonał fort,  zamroził miasto i odkrył nowy ląd o którym do tej pory wiedzą tylko zabójcy. Następnie w wizja przeniosła chłopaka nad morze Fortowe,  pływał tam wielki okręt z czerwonym okiem namalowanym na dziobie.  Nico znów był obok dziewczyny,  jednak ta była nieobecna.
- Oko,  rozpływa się w twojej głowie,  lecz musisz je odnaleźć wtedy dostaniesz to czego prawniesz. Fort będzie bronić go do końca,  gotuj się na bitwę..........- wykrzyczała nie swoim głosem z nieobecnymi białymi oczami
- Hèàl- powiedział zabójca,  w jego dłoniach pojawiło się białe światło które oswietliło dziewczynę,  to obudziła się z transu.
-Przepraszam- powiedziała błagalnie swoim cienkim głosem.
-Muszę wyruszać- powiedział Nico
- Wiem... - odpowiedziała.


poniedziałek, 9 listopada 2015

Rozdział 2

****************
Krzyk przedarł się przez las, krzyk cierpienia,  krzyk osoby w potrzebie. Droga, przesiaknieta krwią, usiana była trupami. Wzdłuż niej rosły drzewa, przez ową drogę pędził powóz,  krzyk...  Krzyk i śmiech. Powóz stanął wyszedł z niego wysoki młodzieniec w czarnym odzieniu z zielonym kapturem,  chłopak zszedł z głównej drogi wchodząc w ciemny las, krzyk znów rozdał okolice. Drzewa obryzgane świeżą krwią,  trupy na ziemi obrosniętej zielonkawym mchem,  kobiety z rozdartymi brzuchami i z wnętrznościami na wierzchu. W tej okolicy latało wiele much,  w końcu co się im dziwić ten teren aż roił się od psycholi. Ciemna dziura w skale,  grota i znów krzyk tym razem ostatni wydarty z tego gardła.  Nico minął drzewa i wszedł do groty. Wielka przestrzeń, a w niej kilka świeczek oświetlajalących całe pomieszczenie. Stał tam niski zgarbiony mężczyzna,  miał on długie pazury zęby jak u wilka i ogon.  W ręku dzierzył nóż,  nóż cały we krwi ciął nim piękne dziewczyny, zanim zatopił ostrze w ostatniej dostał sztyletem w plecy,  to nic dla niego,  błyskawicznie się odwrócił upuszczając nóż i skoczył niczym wilk do walki,  zabójca uniknął skoku,  po czym zrobił piruet ktorym zadał kolejne rany na garbie monstrum,  odskoczył lecz było już za późno pazury potwora rozcieły prawą pierś Nico,  ledwo dając sobie radę z bólem odskoczył od podobnego ciosu. Zabójca zamachnął się mieczem i przeciął garb potwora,  trysnęła z niego czarna krew, która natychmiast zaczęła dymić. Potwór z bólu skulił się, poczym zaatakował niespodziewanie z jeszcze większą siłą. Nico nie uniknął ciosu mutanta, z ramienia chłopaka ciekła stóżkami krew. Został przygwoźdżony do skały.
-Dreé!!!  - krzyknął zbierając całą energię w dłoniach,  po chwili z rąk chłopca wystrzeliła fala zielonej energii która odepchneła monstrum z taką siłą że grota zaczęła się walić,  potwór stracił przytomność i leżał bezwładnie nie wiedząc że czeka go pewna śmierć. Kamienie zaczęły spadać z popękanego sufitu. Nico szybko chwycił ocalałą kobietę,  i  wyprowadził ją z zawalającej się groty, z groty nie zostało nic oprócz sterty kamieni,  a po potworze nie było ani śladu. Chłopak zaniósł ją do powozu zniszczonego lekko ucieczką z więzienia. Nie miał on bowiem dachu i górnej części prawej ściany,  w środku były ławki z jakims miękkim materiałem,  zabójca położył kobietę na takim materiale i przykrył odzieniem,  miał pod nim czarną koszulkę z długim rękawem. Nico siadł za wodzami i ruszył zmęczony do najbliższego moteliku.
**********************
Dziękuję bardzo powiedział chłopak do ekspedientki gdy dała mu klucze do pokoju,  na łóżku położył kobietę, która jeszcze noe była przytomna,  sam położył swój ekwipunek na szafce i położył się na łóżku obok. Noc była ciemna i cicha. Nico znów śnił się ten sam sen.  Ten gdy dowiedział się o smierci ojca,  w jaki wtedy wpadł szał,  jak zniszczył polanę odrodzenia niekontrolowaną mocą.  Po jakimś czasie sen zmienił się,  śniła mu się dziewczyna którą uratował.

sobota, 7 listopada 2015

Rozdział 1 cz. II

***********
Było południe,  słońce świeciło na bezchmurnym niebie, było gorąco,  koń poddał się i stanął. Ale musiał się spieszyć przewoził przecież ważny ladunek. Przed nim rozciagała się wielka ruina,  spalone budynki,  osmalone drogi. Polana na której znajdowała się ruina była wielka. Nico przywiazał konia do drzewa, i ruszył w stronę najwiekszego ze zniszczonych zabudowań. Po drodze mijał kilka kraterów i oddalonych od nich kilka metrów wielkich kamieni katapultowych. Na miejscu dostrzegł kilku strażników.
-Co oni tu robią? - spytał sam siebie w myślach. Nagle coś uderzyło go z dużą siłą w tył głowy,  chłopak stracił przytomność. Sen zaczął się na sali treningowej gdzie ćwiczyli na kukłach, wszyscy atakowali z impetem wirując w piruetach i przebijając słabe elementy pancerza,  Nico też to robił tyle że z gniewem. Piruet, dźgnięcie, odskok i ignis, adeptom niezbyt wychodziło zaklęcie więc skupiali się na atakach, Nico zaś był w tym dobry kumulował magiczną energię w dłoni i strzelał kulami ognia które rozprzestrzeniały się po zbroji kukły,  wszyscy patrzyli się na chłopca z zazdrością w oczach. Mieszkał już u swojego niegdyś mentora teraz wujka,  po udanym treningu wrócił do fortu i udał się do pięknego staro forlijskiego pałacu, wszedł do środka,  poszedł schodami w górę, poszedł prosto długim korytarzem i skręcił w 8 drzwi od prawej,  otworzył kluczem ktory chwilkę wcześniej wyciągnął z kieszeni odzienia. Jego komnata była duża,  miała kolor fioletowy wszystko,  zasłony,  firany,  a nawet dywany. Nico podszedł do okna,  otworzył je jednym ruchem ręki i wydział oglądając tereny smoczej wyspy.
Otworzył oczy zobaczył drewniane ściany wokół,  usłyszał też kopyta koni. Był w powozie, na rękach miał żelazne kajdany z łańcuchem przykutym na podłodze. Jego torba z ładunkiem i ekwipunek były poza zasięgiem jego dość długich dłoni. Ale na szkoleniu nauczono go jak wydostać się nawet z takich sytuacji.
-Dreé- szepnął,  a fala energii rozwaliła tajemny schowek na klucze,  był on tam gdyż gdyby komuś udało się wyswobodzić z kajdan,  pokonać eskortę,  a nastepnie ją zamknąć ci kogli by z łatwością się uwolnić i złapać uciekiniera,  nie przewidzieli jednak że ktoś z zewnatrz się o tym dowie i sprzeda tę informację. Powóz nagle stanął byli na miejscu. Nico szybko chwycił owe klucze i schował w pięści. Drzwi powozu utworzyły się do środka wpadło światło i zaczęło ziać spustoszenie.  Gdy oczy przyzwyczaiły się do światła dwóch strażników chwyciło go i odpięło od powozu,  Nico powoli otwierał kajdany, gdy strażnicy pospieszali go aby szedł szybciej. Otworzył je lecz czekał na odpowiedni moment. Został zaprowadzony do dość ładnego budynku najprawdopodobniej należącego do sołtysa lub kogoś ważnego. Zabójca został zaprowadzony przed oblicze owej postaci. Była to ładna kobieta o blond włosach miala około 25 lat.
-Witaj Nicolasie- powiedziała chłodno,  po czym dodała
- Co przewozisz?- Spytała po czym chwyciła torbę którą po chwili otworzyła. 
-Widzę że ktoś ze szlachty bardzo chciał byś to gdzieś zawiózł -  powiedziała wskazując na naszyjnik z brylantami
- Gówno cię to obchodzi - odpowiedział Nico,  po chwili strażnikowi upadła klinga. To był ten moment. Nico zrzucił kajdany, chwycił klingę, podciął strażników poczym dobił ich wbijając im w serca sztylety z pochw przy ich pasach. Podbiegł do kobiety,  wyrwał jej torbę,  chwycił miecze i resztę ekwipunku poczym zaczął biec w stronę okna. Przebił się przez nie i zgrabnie wylądował na powozie więziennym,  konie wystaszone ruszyły kusem alejkami Shulde miasteczka rzemieślniczego.  Zabójca założył kaptur i usiadł za wodzami... Cdn.

Rozdział 1

Ciemność nastała w ciągu kilku minut,  niebo ubrało suknię gwiazd,  księżyc był dziś w pełni,  lecz przed oczyma Nico miał stertę patyków ułożonych w ognisko,  w ręku trzymał dopiero co oderwany kawałek kory brzozy.
- ignis- szepnął,  z jego palców buchnął mały płomień który podpalił ognisko wypełnione ową korą. Odsunął się po czym szepnął znowu
- nön- wszytko dookoła zapaliło się,  ognisko zaploneło tańczącymi płomieniami,  a trawa dookoła zgasła. Zabójca położył się i zasnął.  Był to zamek w forcie lenna na smoczej wyspie,  przed nim rozciągał się długi stół pełen jedzenia,  ozdobiony obrusami we forlijskie wzory przedstawiające czczenie wielkiego smoka Ponqena stwórcę magii i świata. Na końcu stołu siedział wysoki mężczyzna w fioletowo-czarnym odzieniu. Jego twarz pokrywały blizny które były pamiątkami po licznych walkach,  włosy jak i brwii miał ciemno brązowe, a oko niebieskie drugie było przykryte czarną klapką o ile można powiedzieć drugie...  W koncu nic tam nie było,  nic oprócz blizny po Schenderskim ostrzu. Był to Sahael mistrz zabójców,  nasz mentor.
- Och !  Nico, usiądź proszę - powiedział wskazując na drewniane stare krzesło. Chłopiec odsunął krzesło i usiadł na nim i popatrzył się w stronę mężczyzny.
- Wzywałeś mnie mistrzu? -  spytał cicho
- Muszę cię zasmucić chłopcze...  Widzisz w życiu każdego człowieka przychodzi taki czas gdy odchodzą nam bliscy,  niektórzy odchodzą gdy są starzy i nie mają siły wstać z łóżka...  A niektórzy szybko...  Podczas walki. Widzisz jest mi przykro iż muszę cię poinformować iż twój ojciec,  mój przyjaciel Liam umarł...- to działo się szybko,  Nico upadł na twardą marmurową podłogę,  chciałby wtedy już nigdy nie wstawać, umrzeć szybko bowiem właśnie wtedy został sierotą. Następnie obudził się w szpitalu na północy fortu.
-Nico nie jesteś sam zawsze cię wspomogę- powiedział łagodnie przekonująco,  nagle sen się urwał,  ognisko już wygasło wyczulony słuch 16 latka(już) pozwolił mu doslyszeć ciche szelesty,  zza drzew wylonili się dwaj strażnicy.  Miecze mieli wyciągnięte,  spodziewali się chłopca w miejscu gdzie przed chwilą spał,  lecz ten wyłonił się zza drzewa wbijając sztylet w gardło pierwszego sttarznika oraz wystrzeliwując ostrze w gardło drugiego. Nico szybko chwycił torbę,  wsiadł na konia i odgalopował na wschód.

Prolog

Drogi Sahelu !

Ścigają mnie,  mój koń jest wycieńczony,  jestem niedaleko Tento w Schender,  odpoczywam wraz z mym koniem.  Zadbaj o mojego syna Nico,  będzie kompletnie sam. On jest inny ma w sobie coś nadzwyczjnego...  Smoczą krew. Żegnaj~Liam Gvynblydd


              _                ..                                   .   _           ..
Sew s'rhy uhg'lbipc moh'giphiw sop'bl hdg'csipc ohpib,
  /      _   ..                    ..                     +                                ..
mgp'fc sng'wib yko'pb...  Ehn'pckh olc'ew ubn'bimpc
 /      /
nhy'mp

(Tłumaczenie ) Gdy smok zostanie uwolniony świat oblegnie wojna,  ulice spłyną krwią...  Dopiero wtedy zapanuje pokój